Nagrabisz sobie

Byłem ostatnio u lekarza. Trochę mnie nastraszył i chyba powinien był to zrobić bardziej, bo jeszcze do mnie porządnie nie dotarło. Ale po kolei…

Jesteś jeszcze młodym facetem. Nic ci nie dolega, niczym się nie przejmujesz. No, prawie niczym, bo w pracy znowu jakieś urwanie głowy, baba cały czas na coś narzeka, a dzieciak chce taką czy inną bzdurę. Do niczego mu nie potrzebna, kosztuje fortunę, ale ty masz kupić i już. Przypomina się piosenka Kukiza „Rowerek” i nagle przestaje być ona tak abstrakcyjna. Mniejsza jednak o to, bo właśnie zwlokłeś się z łóżka i ważniejsze jest to, by szybko dostać się do łazienki i przynajmniej zęby umyć pod prysznicem, bo na golenie już pewnie czasu nie starczy. Dobrze, że masz słaby zarost – nie będziesz wyglądał jak lump.

Na śniadanie głównie kawa. Była w ekspresie, chyba nawet od wczoraj, ale kawa to kawa. Nikomu nie chciało się wstawać po świeże pieczywo i ogólnie w lodówce też nic nie ma, więc weźmiesz w robocie jakiegoś pączka czy batonika. Żaden problem. Nie jesteś i nie zamierzasz być jednym z tych dziwaków, którzy żywią się kiełkami i soją. Jesteś facetem. Od czasu do czasu łapie cię niestrawność, kiedy na obiad zamawiasz szybką chińszczyznę, ale kto by się  tym przejmował?
Przeziębienie? To raczej grypa. Nie ważne. Są te fajne tableteczki, po których nagle katar znika i czujesz się jak po 3 kawach i kresce amfy. Już od tygodnia na nich jedziesz, to pojedziesz jeszcze trochę dłużej i nie będzie problemu. Żonka kupiła ci też krem na to coś, co ci tam wyskoczyło. Powinno zejść. Nawet nie za bardzo wiesz, gdzie jest twój lekarz rodzinny, bo ostatnio byłeś u niego chyba z dekadę temu. Nie masz czasu. Zresztą dzisiaj trzeba się  szybciej wyrobić, bo Józkowi urodził się niedawno dzieciak i dzisiaj jest pępkowe. Nawalicie się jak dzikie świnie. Po drodze trzeba wziąć jakieś tabletki na rano, bo w końcu jest środek tygodnia i trzeba będzie wstać do roboty normalnie. Nie dam rady? JA NIE DAM RADY?

Pewnie widzicie siebie samych w tym lustrze prezentującym moją osobę. Do mnie doszło, że coś jest nie tak, kiedy po tej nocce biegłem na uciekający mi autobus. Zadyszałem się. Na dystansie niecałych 100 metrów. I to nie tak trochę, ale do poziomu, że przeszły mi przez głowę myśli o zawale. Trochę przesadzam, ale nagle odkryłem, że nie mam już 20 lat. Ba, nie mam już nawet 30 lat. Przeproście się z lekarzem, bo Mozę dzięki temu otrzeźwiejecie trochę szybciej niż ja i nie doprowadzicie się do takiego stanu.