Moje czarno-białe fotografie w przestrzeni miejskiej

Dzisiejszy wpis jest pierwszym wpisem gościnnym i został napisany przez mojego (internetowego) dobrego znajomego. Jak zawsze zachęcam do pozostawienia komentarza.

Cześć jestem Krzysiek, pochodzę z Łodzi i już jako dziecko interesowałem się fotografią.  Z związku z czym skończyłem reżyserkę. Z czasem zacząłem interesować się starą fotografią, która to bardzo przypadała mi do gustu. Dziś opowiem wam o czarno-białej fotografii w przestrzeni wielkich aglomeracji miejskich. Aby rozpocząć swoją przygodę z tym rodzajem fotografii, parę miesięcy temu wyruszyłem w podróż po dużych Europejskich metropoliach, w poszukiwaniu niezwykłych widoków.

Na swoich fotografiach chciałem uchwycić samotność pojedynczych ludzi w wielkim mieście. Uchwycić i sfotografować ich codzienne życie.  Drogę do pracy, kina, rodziny.

Biały i czarny daje duże możliwości uchwycenia obiektu w jak największej jego prostocie. Mogę wtedy uchwycić odcień szarości i kształt przedmiotu w trzech, lub czterech elementach, co sprawia że jest bardzo szybko czytelny, nawet dla przeciętnego obserwatora. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam poczucie takiej bezpośredniości, i prostolinijnego odczytu, jakie można uzyskać tylko w fotografii czarno-białej. Robienie zdjęć w czerni i bieli,(przepraszam za trudne słownictwo), to jakby stawianie obrazu na fotografii w równoległej przestrzeni do rzeczywistości. To świat odbity, paralelny kolorystycznie, pozbawiony trzech kolorów otaczającego nas świata. Czarny i biały na fotografii to bardzo dziwne zjawisko, jakby się temu przyjrzeć. Nie uważacie? Takie widoki jakie możemy zrobić posługując się CZ&B fotografią, są niezwiązane z niczym co naturalnie obserwujemy w naturze, oraz co możemy widzieć posługują się własnym wzrokiem.

Podsumowując używając w fotografii czerń i biel możemy- jak nic innego, oddać na zdjęciu dramatyzm sytuacji, który dzięki temu staje się jeszcze bardziej wyrazisty i przytłaczający niekiedy. Jeśli chodzi o mnie, to muszę powiedzieć że ja kocham taką mroczność i tajemniczość, która kryje się w czarno-białej fotografii. Jest dla mnie czymś, czego często używam do swoich indywidualnych prac. Ten rodzaj fotografii bardzo mi odpowiada. Świetnie radzi sobie z nagłą zmianą oświetlenia. Zdjęcia wychodzą bardziej klarowne. Czystsze niż normalne. I tak wychodzi na to, że tak jak niektórzy ludzi fotografują w czerni i bieli tylko z sentymentalnych, czy nostalgicznych powodów, ja fotografują w czerni i bieli, ponieważ dzięki temu wykonuję świetne zdjęcia.

Dlaczego czarno-biała fotografia czyni miasto tak interesującym?

Ze swoją fotografią ,,rzuciłem się” na największe miasta. To pozwoliło mi w nich odnaleźć ludzi którzy są bardziej anonimowi, niż w małych społecznościach. W wielkim mieście odnalazłem zarys architektury, która harmonizuję się z jego mieszkańcami.  W wiejskich, lub w wiejsko-miejskich warunkach tego bym nie dostał. Uwielbiam czuć tą ekscytację, która bije od wielkich aglomeracji. Ciągle fascynuję się miastem i jego fotografowaniem.

Do czarno-białego fotografowania skłoniło mnie także to, że kocham obserwować ludzi. Bardziej interesują mnie zbiorowości ludzi. Miejsca w których się przemieszczają, niż pojedyncze przypadki, jednostki. To bardzo zabawne, że pomimo tylu granic kulturalnych, które nas dzielą, nasze zachowanie w dużych miastach jest bardzo podobne. Idąc tym tropem myślenia, jak robię zdjęcie komuś na ulicy, to nie chcę przedstawić go jako jednostkę, ale raczej reprezentanta wszystkich ludzi mieszkających z nim w jednym mieście. Robiąc zdjęcie zwracam szczególną uwagę na interakcję między człowiekiem, i miastem, a jego architekturą. Bardzo dużo uczę się od ludzi, kiedy robię im zdjęcia. Zapamiętuje ich ruchy, po których jestem nawet w stanie pojąć ich myśli. Lubię kiedy uda mi się  w czerni i bieli uchwycić dwuznaczność jednej sytuacji, a kwestie interpretacji zostawić odbiorcy, i jego wyobraźni.

Przez lata fotografowania nauczyłem się przede wszystkim wyczucia czasu, i sytuacji. To kiedy mogę zrobić zdjęcie, a kiedy nie jest to koniczne. Fotografia to kwesta sekund. Trzeba wyczuć moment i nie zastanawiać się nad tym co się robi.  Jak tancerka, która nie może godzinę zastanawiać się nad swoim kolejnym ruchem.

To zmieni Twoje życie

Oto kilka wskazówek, i sentencji, które pomogły mi zmienić w znacznym stopniu moje życie.

Sama wiedza nie obdarza cię mądrością. – Albert Einstein.

Kilka lat temu byłem całkiem zagubiony, przestraszony, sfrustrowany Nie mający pojęcia jaka przyszłość mnie czeka. Do tego towarzyszyły mi; niespełnienie, i tęsknota nie wiadomo za czym. Byłem przygnieciony oczekiwaniami jakie stawiało przede mną społeczeństwo, praca, obowiązki. Nawet sposób spędzania wolnego czasu był dla mnie dużym wyzwaniem i przygnębieniem. Zwyczajnie nie miałem pojęcia co chce w życiu robić. Próbowałem oczywiście ukierunkowywać się ku zmianom w moim życiu, ale nie miałem pojęcia jak takie ,, kroki ku innemu’’, miały by wyglądać. Siedziałem dniami i nocami w swoim mieszkaniu, pragnąc, żeby coś się zmieniło, tak żebym mógł uciec od szarej codzienności, która pożerała moją duszę.

Najgorszą rzeczą  z tego wszystkiego było to, że żyłem życiem oportunisty. Bezwzględnie dostosowując się do zasad, które narzucało mi społeczeństwo w którym żyłem.

,,Kształć się, zdobądź dobrą pracę, ciężko pracuj, zarabiaj, kupuj, umieraj’’.

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie właściwym życiem okazuję się życie według takich reguł, które pozwolą czerpać z niego jak najwięcej. Chwytać dzień. To poważnie przynosi mi radość i spełnienie.

Wyobraźcie sobie tkwienie w szarej, nudnej egzystencji w której robicie rzeczy, których robić tak naprawdę nie chcecie. Mam tutaj na myśli nudną pracę, której trzymacie się latami, tylko dlatego że tak jest ,, bezpiecznie’’.  Ile razy ktoś z was ( jak ja na przykład), marzył o tym by wreszcie nadszedł upragniony weekend, tylko po to, by w niedziele wieczorem popadać w strach przed zbliżającym się poniedziałkiem? Znacie to uczucie, satysfakcji z powodu dobrze wykonanej pracy, które zaraz zanika, przygnieciona świadomością, że nie robicie w życiu czegoś, co czyniło by was szczęśliwymi? Ja niestety doznawałem takich uczuć, aż za często. No ok, bywało różnie. Czasami było tragicznie: kiedy pracowałem w agencji reklamowej w której przez bite 8 godzin trwała martwa cisza. Każdy miał swój komputer i brak możliwości odezwania się chociażby na chwilę bo szef od razu krzyczał. Z czystej przyzwoitości nie przytoczę tutaj nazwy tej agencji. Ale rotacja pracowników była naprawdę duża. W stresie wytrzymałem 2 miesiące. Kolejna praca była przyjemniejsza, robiłem makiety do aplikacji na telefony. Moim osobistym dziełem była (jest?) appka Lokalizacja Telefonu która chyba nadaj jest sprzedawana przez klienta. Niestety po miesiącu naprawdę rewelacyjnej atmosfery musiałem zrezygnować. Prozaicznie: przeprowadzka.  Nowe miasto i znów to samo: skakanie i szukanie miejsca z przyjaznymi fluidami (o tym jak znaleźć dobrą robotę, kolejnym razem).

Żyjąc w takiej totalnej beznadziei i stanach depresyjnych, nagle coś bardzo interesującego zwróciło moją uwagę.  Uderzyło mnie jak grom z jasnego nieba, a później zostało w głowie nie mogąc z niej wyjść. Był to cytat z jednej z książek o buddyzmie, którą miałem nieraz przed swoimi oczami w domu, ale nie zwróciłem na nią specjalnej uwagi. Cytat brzmiał:

,,Jeśli chcesz ponad przeciętnie żyć, musisz odkryć, i zrozumieć kim tak naprawdę jesteś”

Te parę cytatów, które zdążyłem tutaj przytoczyć, totalnie odmieniło moje życie. Proste odkrycie tego, dlaczego czułem się tak znudzony swoim życiem, i otaczającym mnie światem.  Zrozumiałem, że aby w życiu osiągnąć coś z czego będziecie dumni,  trzeba przestać ,,żyć tylko dla innych’’. Żyć pod czyjeś dyktando, spełniać oczekiwanie społeczeństwa w którym przyszło żyć, i które akceptuję cię tylko takim, jakim samo chce żebyś był/była. Trzeba zadać sobie pytanie; Kim chce w życiu tak naprawdę być, i co robić? Tylko w ten sposób można zacząć żyć pełnią życia. Nabrać odpowiedniej motywacji do pokonywania przeszkód, które stawia przed nami życie. Podążać za swoimi pragnieniami i marzeniami.

Jak mówił jeden z buddyjskich filozofów:

,, Masz w życiu swój niepowtarzalny cel. Odkrywanie odpowiedzi na pytanie, które pozwoli ci znaleźć sens tego celu, i przynieść niezwykłą magię do twojego życia”.

Bynajmniej wiem, co znaczy przynajmniej

Połowie z was pewnie otworzył się nóż w kieszeni po przeczytaniu tytułu tego wpisu. Nie otworzył się? To znaczy, że należycie do grona osób, któremu najchętniej sam wsadziłbym nóż między żebra. Dopuszczacie się gwałtu na języku polskim, a do tego wychodzicie na idiotów. Bynajmniej i przynajmniej to ostatnio najlepsze detektory głupców nie tylko w Internecie, bo papier, nawet ten wirtualny, jest w stanie dużo znieść, ale kiedy już ktoś myli te dwa słowa w normalnej rozmowie, chce się płakać. Innym chce się płakać – mi się chce mordować.

Zanim zacznę się wyzłośliwiać na całego, mały wstęp o prawidłowym znaczeniu obu słów. Jest ono banalnie proste i ciężko jest zrozumieć, że ktoś może tego nie zrozumieć. Zamiast bynajmniej można użyć chociażby „w żadnym razie”.

Przykład:

– Czy jesteś w stanie zrozumieć, jakim cudem ludzie mylą te słowa?

– Bynajmniej. Przecież to zupełnie inne słowa. Przynajmniej nie robią w nich błędów ortograficznych.

Widzicie, co zrobiłem powyżej? Przy okazji wytłumaczyłem wam, że przynajmniej oznacza jakiś minimalny akceptowalny poziom czegokolwiek.

Takie minimum tolerancji, poziom przyzwoitości. I najlepsze: znacie te wszystkie strony pokroju wikipedii które mogą edytować sami internauci. O ile na Wiki wszystko wypada ok to popatrzmy na alternatywy „słownikowe”. Taki Scrabble Cheat – sprawdzam i… oba słowa z objaśnieniami (za przeproszeniem) z dupy wziętymi. Z błędami rzecz jasna. Nie chodzi mi o byle jaką stronę – chodzi mi o to że błąd raz zrobiony będzie powtarzany setki razy przez kolejne tysiące internautów. A to już jest faktyczny problem. Bynajmniej…

A teraz o tym, o czym właściwie chciałem napisać. Bo wiecie co? Jeszcze do niedawna słowo bynajmniej w zasadzie nie pojawiało się w zwykłych tekstach i wypowiedziach. Nie było go i dlatego też nikt nie miał okazji go źle zastosować. Może się ludziom zapomniało, co to tak dokładnie znaczy? Mniejsza o to. Ciekawy jest renesans tego słowa. Moim prywatnym zdaniem popartym przez kilku językoznawców, wzięło się to z tego, że tak słowo bynajmniej, jak i znacznie popularniejsze przynajmniej, brzmią inteligencko. Są na tyle długie, by miały poważne brzmienie, ale nie ma w nich żadnych niebezpiecznych nieregularności czy zapożyczeń z obcych języków. Dlatego wydaje się, że nie da się w ich wypadku popełnić żadnego błędu. Niestety, Polacy udowodnili, że się jednak da.

Stąd moja prośba do wszystkich ludzi, także do mnie samego, bo siebie też na tym łapałem: jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości odnośnie znaczenia słowa lub odpowiedniego kontekstu jego wykorzystania, powstrzymajcie się przed jego używaniem przynajmniej do czasu, kiedy sobie dokładnie nie sprawdzicie w dobrym słowniku, jak to prawidłowo powinno wyglądać. Użycie jakiegoś prostszego słowa, zwłaszcza w nieformalnym kontekście, nie jest żadną ujmą, w przeciwieństwie do wyłożenia się na czymś, co nie powinno być dla nikogo problemem.

Nagrabisz sobie

Byłem ostatnio u lekarza. Trochę mnie nastraszył i chyba powinien był to zrobić bardziej, bo jeszcze do mnie porządnie nie dotarło. Ale po kolei…

Jesteś jeszcze młodym facetem. Nic ci nie dolega, niczym się nie przejmujesz. No, prawie niczym, bo w pracy znowu jakieś urwanie głowy, baba cały czas na coś narzeka, a dzieciak chce taką czy inną bzdurę. Do niczego mu nie potrzebna, kosztuje fortunę, ale ty masz kupić i już. Przypomina się piosenka Kukiza „Rowerek” i nagle przestaje być ona tak abstrakcyjna. Mniejsza jednak o to, bo właśnie zwlokłeś się z łóżka i ważniejsze jest to, by szybko dostać się do łazienki i przynajmniej zęby umyć pod prysznicem, bo na golenie już pewnie czasu nie starczy. Dobrze, że masz słaby zarost – nie będziesz wyglądał jak lump.

Na śniadanie głównie kawa. Była w ekspresie, chyba nawet od wczoraj, ale kawa to kawa. Nikomu nie chciało się wstawać po świeże pieczywo i ogólnie w lodówce też nic nie ma, więc weźmiesz w robocie jakiegoś pączka czy batonika. Żaden problem. Nie jesteś i nie zamierzasz być jednym z tych dziwaków, którzy żywią się kiełkami i soją. Jesteś facetem. Od czasu do czasu łapie cię niestrawność, kiedy na obiad zamawiasz szybką chińszczyznę, ale kto by się  tym przejmował?
Przeziębienie? To raczej grypa. Nie ważne. Są te fajne tableteczki, po których nagle katar znika i czujesz się jak po 3 kawach i kresce amfy. Już od tygodnia na nich jedziesz, to pojedziesz jeszcze trochę dłużej i nie będzie problemu. Żonka kupiła ci też krem na to coś, co ci tam wyskoczyło. Powinno zejść. Nawet nie za bardzo wiesz, gdzie jest twój lekarz rodzinny, bo ostatnio byłeś u niego chyba z dekadę temu. Nie masz czasu. Zresztą dzisiaj trzeba się  szybciej wyrobić, bo Józkowi urodził się niedawno dzieciak i dzisiaj jest pępkowe. Nawalicie się jak dzikie świnie. Po drodze trzeba wziąć jakieś tabletki na rano, bo w końcu jest środek tygodnia i trzeba będzie wstać do roboty normalnie. Nie dam rady? JA NIE DAM RADY?

Pewnie widzicie siebie samych w tym lustrze prezentującym moją osobę. Do mnie doszło, że coś jest nie tak, kiedy po tej nocce biegłem na uciekający mi autobus. Zadyszałem się. Na dystansie niecałych 100 metrów. I to nie tak trochę, ale do poziomu, że przeszły mi przez głowę myśli o zawale. Trochę przesadzam, ale nagle odkryłem, że nie mam już 20 lat. Ba, nie mam już nawet 30 lat. Przeproście się z lekarzem, bo Mozę dzięki temu otrzeźwiejecie trochę szybciej niż ja i nie doprowadzicie się do takiego stanu.

Energia elektryczna w domu – jak na niej oszczędzać?

Opublikowany pod koniec sierpnia wpis „Jak zadbać o swoje finanse” trafił chyba na podatny grunt bo obejrzało go ponad 7tysięcy osób! Tym samym kontynuuję serię związaną z pieniędzmi i oszczędnościami. Temat na dziś: Oszczędność energii elektrycznej.

Życie współczesnego człowieka jest w ogromnym stopniu uzależnione od nowoczesnej technologii. Wystarczy jedynie wyobrazić sobie, jak ogromny chaos zapanowałby na naszym świecie, gdybyśmy w jednym momencie utracili dostęp do energii elektrycznej. Sam prąd jest elementem wręcz koniecznym do normalnego funkcjonowania – z energii tej każdy z nas korzysta w swoim domu czy pracy. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w wielu przypadkach pochłania ona znaczną część budżetu potrzebnego na utrzymanie naszego domu, zaś jej ceny rosną dosłownie z roku na rok. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że możemy jedynie zaakceptować ten stan rzeczy; w rzeczywistości jednak każdy z nas może zrobić naprawdę wiele, aby przynajmniej nieco na tym oszczędzić. Musimy bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że wysokie koszty prądu w naszym domu pod wieloma względami są spowodowane naszym nieodpowiednim podejściem do całej tej kwestii. Wystarczy zatem zmienić swoje nastawienie, aby od razu móc zacząć cieszyć się znacznie niższymi rachunkami.

Zmień swoje codzienne nawyki

Jeśli przyjrzymy się nieco bliżej swoim codziennym nawykom to prawdopodobnie szybko zobaczymy, że we własnym domu każdego dnia zwyczajnie marnujemy całe mnóstwo prądu. Ileż to razy większości z nas zdarza się zostawić zapalone światło czy włączony telewizor w danym pomieszczeniu i wyjść z niego nawet na kilka godzin? Fakt, na pierwszy rzut oka coś takiego nie jest szczególnie szkodliwe, ale w rzeczywistości po dłuższym czasie naprawdę znacznie przyczynia się to do zwiększenia naszych rachunków za prąd. Oszczędności w tej kwestii należy w takim razie zacząć w takich właśnie nawykach – warto po prostu na to uważać i nie marnować niepotrzebnie prądu.

Alternatywne źródła energii

Szeroko rozumiana ekologia zdobyła w ostatnich latach bardzo dużą popularność, co oczywiście jest jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem. W końcu dzięki temu zaczynamy znacznie skuteczniej dbać o nasze środowisko naturalne, a ponadto w wielu kwestiach możemy zapewnić sobie spore oszczędności. Dotyczy to również energii elektrycznej w naszym domu, która obecnie może być pozyskiwana z takich źródeł jak wiatr czy słońce. Wystarczy jedynie zamontować u siebie odpowiednią instalację do tego służącą; fakt, coś takiego może stanowić pewien jednorazowy wydatek, ale taka inwestycja naprawdę się opłaca, bowiem od razu zaczniemy otrzymywać znacznie niższe rachunki za prąd. Ponadto, na ten moment rząd oferuje dopłaty dla osób które decydują się na coś takiego, dzięki czemu koszty takie można znacząco obniżyć.

Jak zadbać o swoje osobiste finanse?

Pieniądze są w naszym życiu bardzo istotne – chyba każdy dorosły człowiek doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Niestety przyszło nam żyć w czasach, w których sytuacja finansowa większości z nas nie jest zbyt pewna. Ciągły strach przed utratą pracy i problemami finansowymi towarzyszy wielu ludziom w życiu codziennym. Warto zatem wiedzieć o tym, że możemy na wiele różnych sposobów znacznie poprawić swoją sytuację materialną i skutecznie zabezpieczyć się przed problemami tego typu. Podstawą jest tutaj oczywiście skuteczne oszczędzanie, dzięki któremu w każdym momencie będziemy mieli odpowiednie „rezerwy” na czarną godzinę. Na pierwszy rzut oka jest to jednak bardzo trudne, bowiem wielu ludzi narzeka na brak samodyscypliny do czegoś takiego. Dobrze będzie w takim razie zainteresować się najróżniejszymi produktami z tym związanymi, które możemy znaleźć na współczesnym rynku finansowym – każdy dobry bank będzie w stanie zaoferować nam coś ciekawego w tej kwestii.

Załóż konto oszczędnościowe

W przypadku większości dobrych i znanych banków znajdziemy ofertę dotyczącą kont oszczędnościowych. Aby założyć taki rachunek, nie musimy załatwiać żadnych większych formalności – zazwyczaj w zupełności wystarczy posiadanie już konta osobistego w danym banku. Takie konta są wręcz niezastąpione w skutecznym oszczędzaniu. Przede wszystkim, posiadając konto osobiste w takim banku możemy ustawić automatyczne przelewy, dzięki czemu co miesiąc określona suma pieniędzy będzie trafiała do naszych oszczędności.

Nie musi ona być oczywiście szczególnie wysoka – ważne jest to, aby takie zaskórniaki powiększały się co miesiąc. Co więcej, konta oszczędnościowe w większości przypadków są także oprocentowane, dzięki czemu zgromadzone na nich pieniądze stale na siebie pracują, przynosząc nam zyski. Nie istnieje tutaj również problem braku dyscypliny w oszczędzaniu i wydawaniu takich pieniędzy na niepotrzebne nam rzeczy. Zazwyczaj tylko jedna wypłata w ciągu miesiąca jest tu darmowa, zaś za kolejne naliczane są stosowne opłaty. Nie są one zbyt wysokie, ale mimo wszystko sprawiają, że dwa razy zastanowimy się przed niepotrzebnym wybraniem takich pieniędzy.

Zacznij inwestować

W obecnych czasach inwestowanie stało się tak proste, jak jeszcze nigdy wcześniej, a jednocześnie może nam to pomóc w skutecznym dbaniu o swoje osobiste finanse. Pomijając wspomniane wyżej konta oszczędnościowe, warto zainteresować się innymi propozycjami – przede wszystkim lokatami bankowymi. Ogromną zaletą takich narzędzi jest to, że są one praktycznie pozbawione jakiegokolwiek ryzyka, dzięki czemu możemy decydować się na nie bez najmniejszych obaw. Gdzie? Osobiście inwestuję – póki co małe kwoty – na Forexie. To miejsce gdzie można obstawiać czy kurs waluty wzrośnie czy zmaleje. Po szkolenia i do inwestowania polecam brokera z polskim biurem obsługi. Pierwsze z brzegu opinie o moim brokerze: iForex są pozytywne (podaję odnośnik do strony brokerzy-forex.pl gdzie tych opinii jest faktycznie najwięcej – nie sugerujcie się zaś komentarzami z gazeta.pl bo są mocno tencencyjne i pisane „na zamówienie” często kierujące do jakiś dziwnych firm) a po zarejestrowaniu się zadzwoni do nas miła Pani i wyjaśni wszystkie nieścisłości.

Co dla osób które nie mają czasu na Forex? Przede wszystkim wystrzegajcie się opcji binarnych – to maszynka do zarabiania pieniędzy ale przez firmy a nie przez inwestorów. Nie zmienia to faktu iż Forex będę mocno promował jako względnie prosty ale dobry sposób do dorobienia. Jeśli zaś naprawdę nie macie czasu, pomyślcie o inwestycji w nieruchomości.

Aktualizacja: polecam stronę W co inwestować – autor opisuje różne możliwości inwestycji; w zależności od zamożności naszego portfela.

A jeśli nie mamy ani pieniędzy ani czasu? Pozostaje konto oszczędnościowe lub lokaty – odkładając co miesiąc 200pln, w ciągu 10 lat będziemy mieli 24tyś PLN +drugie tyle odsetek – akurat na np: nowy samochód lub 1/4 mieszkania 🙂

Problemy z kleszczami

Okres ciepłego lata to zawsze czas, gdy chcemy spędzać bardzo dużo czasu na świeżym powietrzu. Bardzo często w tym okresie wybieramy się również do parków czy lasów, gdzie chcemy spędzić trochę czasu blisko natury. Tak naprawdę jednak trzeba pamiętać o tym, że również w lesie czy w parku musimy odpowiednio dbać o siebie i pamiętać o swoim bezpieczeństwie. W Polsce w ostatnim czasie, również w tym roku szczególnie trudny będzie problem nadmiernej ilości kleszczy (tych z Rosji), z którymi trudno sobie poradzić.

Coraz słabsze zimy, które panują w Polsce sprawiają, że takie robaki nie wymierają w okresie zimy i są w stanie go przeczekać w doskonałej formie. Tym samym, gdy przychodzi wiosna i lato pojawia się ich bardzo dużo i niosą za sobą dużo niebezpieczeństwa dla naszego zdrowia. Szczególnie jeśli chodzi o kleszcze, trzeba wykazać się bardzo dużą ostrożnością, ponieważ można się bardzo szybko nabawić różnorakich problemów ze zdrowiem, z którymi będzie sobie trudno poradzić. Kleszcze niestety mogą przenosić bardzo wiele chorób i gdy tylko pojawią się w naszym ciele mogą stać się przyczyną boreliozy, która w najgorszych  sytuacjach może prowadzić nawet do zapalenia opon mózgowych a w pewnych przypadkach nawet do śmierci. W związku z tym trzeba być szczególnie ostrożnym, by nie doszło do takiego zakażenia.

Oczywiście nie możemy popadać w taką paranoję, że nie będziemy w ogóle wychodzili ze swojego domu. Zawsze bowiem warto korzystać ze świeżego powietrza, jeśli już się pojawia :D. Ładna pogoda skoro już panuje to warto z niej skorzystać – szczególnie że w ciągu ostatnich 2mc słonecznych dni było jak na lekarstwo. Zbliża się wrzesień i bum! Nagle dni pełne słońca… Wracając jednak do tematu: gdy wybieramy się do jakiegoś parku musimy pamiętać, by być ostrożnym. Spędzenie czasu w okolicach krzewów czy drzew dla naszego organizmu może być niebezpieczne. W związku z tym, gdy tylko wracamy z parku, lasu czy spaceru po łące powinniśmy bardzo dokładnie się umyć a następnie zrobić przegląd swojego ciała. To ważna kwestia ponieważ tak naprawdę trzeba jak najszybciej wyłapać, że w ogóle na naszym ciele pojawił się kleszcz. Wtedy jeszcze będzie można go szybko wyciągnąć i dzięki temu nie będzie problemu, że zacznie on zarażać nasz organizm jakimiś chorobami, które ma w sobie. Tak jednak dość często się zdarza ponieważ tak naprawdę kleszcze są nosicielami mnóstwa różnorakich bakterii. Gdy już wracamy z parku czy lasu i robimy oględziny swojego ciała powinniśmy zadbać o to, by były one wykonane jak najdokładniej. To bardzo ważne, ponieważ łatwo przeoczyć kleszcza a już po kilku dniach mogą się zacząć wielkie problemy ze zdrowiem – boreliozy. Najlepiej więc zaproponować komuś z rodziny, by dokładnie nas obejrzał. Będzie to najlepsze rozwiązanie, ponieważ taka osoba będzie mogła zobaczyć całe nasze ciało i sprawdzi czy gdzieś nie pojawił się kleszcz.

W momencie, gdy uda nam się zobaczyć że mamy kleszcza zaraz po powrocie można go szybko wycisnąć z ciała i przemyć wodą utlenioną czy też spirytusem. Jeśli jednak minie już kilka dni i dopiero wtedy uda nam się zobaczyć, że mamy w ciele kleszcza może już być problem z tym, by go wyciągnąć. Możemy przypuszczać, że w tym momencie nasze ciało w miejscu, gdzie jest kleszcz będzie już nieco spuchnięte i zaczerwienione. Najlepiej więc udać się wtedy do lekarza, który sam zajmie się usuwaniem kleszcza, prawdopodobnie po wcześniejszym nacięciu ciała. Jest to ważne, by usunąć wszystkie elementy tego insekta a następnie dobrze wyczyścić to miejsce, w którym znajdował się kleszcz. Jeśli dalej szło już zakażenie może się okazać, że lekarz nakaże nam przyjmowanie jeszcze innych środków leczniczych. Uwierzcie że dawkowanie antybiotykiem przez bite 3 tygodnie nie jest szczególnie przyjemne.

Zawsze wybierając się do parku czy lasu trzeba też bardzo dobrze zabezpieczyć się przed kleszczami. Nawet jeśli jest bardzo gorąco starajmy się nie odkrywać zbyt dużej ilości ciała, ponieważ jest to prosta droga dla kleszczy. Zawsze też warto zastosować pewne środki na komary czy kleszcze, dzięki którym możliwe, że uda się je nieco odstraszyć od siebie. Jeśli dobrze o siebie zadbamy to tak naprawdę możemy oczekiwać, że kleszcze nie zrobią nam jakiś szczególnych problemów. Jednak tylko od nas zależy czy będziemy w stanie sobie z nimi poradzić.

Koncertowi czasouprzykrzacze

Uwielbiam koncerty, kocham Muńka i T.Love, nienawidzę ludzi, którzy tam przychodzą. Oczywiście nie wszystkich, ale jest kilka typów dziwaków, w stosunku do których chciałabym się zachować, jak Peja na pamiętnym koncercie. Kto to taki? Zakochane parki. O tak. Wredne bestie. Wszyscy skaczą, wszyscy śpiewają, a oni non stop przyklejeni do siebie, taka kupa kompostu i stoją przede mną. Jeszcze zwykle pod samą sceną, bo przyszli rano i tak się  sobą cieszą od kilku godzin. Świat im nie przeszkadza. Koncertu nawet nie zauważyli.

Chociaż parka i tak jest lepsza od tabletowego kamerzysty. Kiedy jakiś matoł wyjdzie z telefonem i wali zdjęcia z flashem, otwiera się nóż w kieszeni, ale te dziwadła, które wylatują z tabletami, już po prostu trzeba wysyłać na leczenie. Gdybym miał pistolet, pewnie bym zastrzelił.

Inna akcja to palacze. Nieważne czego. Ostatni koncert Muńka z ekipą był pod chmurką, ale jak jest coś klubie, to po prostu można umrzeć. Rzeka ludzi, tłok, pot, mało powietrza, a oni sobie popalają. Nie chodzi mi o samo palenie, ale w takiej sytuacji mogliby naprawdę wytrzymać jeszcze z godzinkę. Nałóg to nałóg, ale proszę was…

Najmniej pretensji mam chyba do wielkoludów, ale oni też mogliby być trochę bardziej empatyczny. Stoi ci taki dwumetrowy ABS przed samą sceną i widzisz co najwyżej światła z jej szczytu. Super.

Moją osobistą największą zmorą są podrywacze. No po prostu katastrofa. I nie robi większej różnicy, czy to podrywają moje znajome, czy jakąś laskę przede mną. Wychodzi na jedno, bo jakiś chłopaczek bredzi słodkie słówka przez cały koncert, a ty tego musisz słuchać. „Spadaj…” mówisz głośno albo w myślach zależnie od tego, do kogo on kieruje te słowa. Aż czasami chcesz takiemu dać stówkę, żeby miał na lalunię i się odwalił.

Podobnym problemem są „przyjaciele z pracy”, którzy na koncert przyszli chyba przypadkiem. Szczebiotanie przez cały koncert i może nie jest to aż tak irytujące, jak głupkowaty podryw, ale też przeszkadza.

Na sam koniec zostawiłem sobie tych, którzy potrafią spowodować największe zniszczenia. Są to uwolnione z klatek dzieci nauczycieli. Oczywiście dorosłe dzieci. Całe życie byli pod bacznym nadzorem swoich rodziców. Pilnowali ich na każdym kroku, nie dawali ani odrobinki wolności, a potem nagle dzieciaki wyfrunęły w dorosłość, często dopiero po zdobyciu tytułu magistra. I co? I nadrabiają stracony czas. +100% szaleństwa, +100% entuzjazmu, +100% męczącej głupoty i przesady.

Znajomości to podstawa

W tym naszym małym, dusznym kraju mamy bardzo dziwne podejście do znajomości. Non stop można tylko słyszeć, jak to dobrze jest mieć znajomości, ale równocześnie nikt się nie przyznaje do tego, że te znajomości sam posiada. Samo słowo „znajomości” jest w ogóle jakieś takie brudne, nieczyste, skażone i bóg wie co jeszcze. Źle się z tym czujemy i jeśli ktoś ma jakieś znajomości, od razu wychodzimy z założenia, że dzieje się  tutaj coś nieuczciwego, jakiś nepotyzm, kombinacje.

Oczywiście nasze znajomości mają też bardziej codzienny wymiar. Jedną z najczęściej powtarzanych uwag o tak zwanych fałszywych przyjaciołach jest to, że pokazują się oni tylko wtedy, kiedy czegoś od nas potrzebują. Ale czy to naprawdę jest coś złego? Czego my właściwie oczekujemy po tych ludziach? Że będą mieli 100 bliskich przyjaciół i każde z tych osób poświecą dziennie godzinę, a potem, kiedy przyjdzie jakiś bliżej nieokreślony moment próby, złożą swoje życie w ofierze za nas? Przecież są to straszne bzdury. W moim telefonie jest ponad 400 osób, z których 380 traktuję właśnie w sposób biznesowy, co oznacza, że oni mogą do mnie zadzwonić i liczyć na pomoc w jakiejś sprawie, a ja mogę zadzwonić do nich. I nikt nie będzie robił jakichś głupich uwag, obrażał się czy nie wiadomo co jeszcze.

Popatrzcie na to praktycznie. Szukacie do firmy dobrej osoby. Potrzebujecie kogoś na wczoraj i nie macie czasu na jakiś wielki projekt rekrutacji. Kogo zatrudnicie? Oczywiście osobę, którą poleci wam ktoś zaufany. W ten sposób większość z nas dostało przynajmniej raz pracę i nie były to żaden nepotyzm, ale po prostu uczciwe polecenie.

Ludzie sukcesu nie boją się znajomości i tworzą możliwie szerokie sieci wokół siebie. Znacie to powiedzenie, że nasz znajomy na pewno zna kogoś, kto zna… i jeśli pójdziemy tą drogą siedem kroków, dojdziemy do dowolnej osoby na świecie? Tworzenie wokół siebie sieci znajomości pozwala zmniejszyć ten dystans w sposób drastyczny, dzięki czemu można pomóc swojej firmie w znalezieniu lepszego dostawcy półproduktów, zrekrutować dobrego pracownika, znaleźć nową niszę na rynku, czy po prostu wyremontować mieszkanie u fachowca, który jest naprawdę dobry i uczciwy w tym, co robi.

Skończmy wreszcie z zaściankowym myśleniem, w którym znajomość jest od razu podejrzana, ale jeśli ktoś rozumie to jako przyzwolenie na łamanie prawa dla kolegów, powinien wziąć rozpęd i przywalić ozdrowieńczo czołem w ścianę.

PS. jak nie pasuje to jedźcie do USA. Sposobów na zdobycie wizy jest dużo (chociaż nie wiem czy ufać pierwszej trafionej z google stronie?). Jedna tylko rzecz: kiedy tam pomieszkacie, zorientujecie się że Wasz nepotyzm zawędrował również tam. Tak, tak – zarówno na starym kontynencie jak i w nowym świecie znajomości są podstawą nie tylko wielkiego biznesu ale też zatrudnienia na lepszych stanowiskach.

„Nocna zmiana” – polska polityka w pigułce

Jakoś oglądanie filmów nie jest moim ulubionym zajęciem, ale gdy już zdecyduje się coś zobaczyć to najczęściej będą to dokumenty bezpośrednio związane z jakimś ważnymi wydarzeniami. Dlatego właśnie takie reportażowe filmy jakoś mnie najbardziej interesują. Pewnie dlatego Nocna zmiana to jeden z najlepszych jak dla mnie filmów, do którego nie tak dawno po raz kolejny wróciłem i obejrzałem do z dużą dozą przyjemności. Jednocześnie wydaje mi się, że ten film pokazuje doskonale obraz polskiej polityki. A oglądam go jeszcze chętniej również dlatego, że współczesna polityka nieco bardziej mniej zainteresowała. Właśnie oglądając ten film widzę, że mimo mijających prawie 25 lat od pokazywanych wydarzeń te same twarze chodzą po sejmowych korytarzach jako posłowie i te same twarze pojawiają się tam jako dziennikarze. Jest to najlepszy obraz układu, którzy rządzi polską sceną polityczną, społeczną i finansową.

Sam film genialnie pokazuje wydarzenia związane z nocną zmianą premiera Olszewskiego z PC na wystawionego przez Wałęsę Pawlaka z PSL – tak, tego samego Pawlaka, którego twarz do dziś możemy widywać w naszych telewizorach. Najważniejsze będzie jednak tło historycznego tego filmu, które opiera się na obowiązkowym przygotowaniu na wniosek sejmu listy agentów współpracujących ze służbami w okresie PRL. Wniosek o taką uchwałę wniósł niezniszczalny Janusz Korwin – Mikke, który potrafił pokazać co trzeba zrobić z osobami, które w okresie PRL współpracowały z aparatem Państwowym. Ten człowiek niestety obecnie pokazywany jest jako oszołom, ale tak naprawdę już wtedy potrafił wnieść do sejmu dobry projekt uchwały. Ale elitom zależy właśnie na tym, by pokazać go jako oszołoma, by ludziom wydawało się, że to głupek. Natomiast zbyt duża mądrość tego człowieka i jego racjonalne podejście jest największą bolączką tych, którzy boją się, że stracą swoje wpływy. Do realizowania uchwały został zobowiązany Antoni Macierewicz, kolejny oszołom dla współczesnych elit, tak naprawdę kolejna osoba obok Korwina -Mikke, która nie jest ubabrana całym tym szambem z PRL i okrągłego stołu, dlatego elita się go tak boi.

W filmie pokazano jak bezkompromisowo zrealizował uchwałę sejmu wskazując kto był współpracownikiem nie bojąc się nawet tego, że na liście znajduje się wiele ważnych nazwisk. Tym samym stał się już wtedy wrogiem publicznym nr 1 dla wielu osób, a dodatkowo pogłębiło się to po raporcie WSI, gdy po raz kolejny chciał zlikwidować siatkę bandytów, którzy rządzą polską. Najważniejsza i najbardziej znamienna jest tutaj jednak postać Wałęsy, który w wystąpieniach prezentowanych w tym filmie prezentuje się jak typowy prostak. Trudno sobie obecnie wyobrazić, by prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w trakcie spotkania z dziennikarzami trzymał rękę w kieszeni palił papierosa i opowiadał coś o diabłach… Ale to tylko początek, ponieważ gdy już lista współpracowników była gotowa dopiero woda w d… zagotowała się Wałęsie, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest na tej liście i może z dnia na dzień zostać ujawniony jako współpracownik o pseudonimie Bolek. I dlatego właśnie w tym momencie zaczęła się chyba jednak z największych parodii w historii polskiej polityki, czyli tytułowa nocna zmiana.

Wałęsa wraz ze swoją świtą: Pawlak, Tusk, Niesiołowski doprowadził do tego, że nawet mimo ustaleń sejmu głosowanie o odwołanie Olszewskiego zostało przesunięte. Celem Wałęsy było doprowadzanie do sytuacji, w której nowego dnia już Olszewski jego ministrowie nie znajdą się w swoich gabinetach, ponieważ mogliby ujawnić Wałęsę jako tajnego współpracownika. Cel udało się zrealizować i sejm odwołał Olszewskiego a głowa Wałęsy była już spokojna, ponieważ na drugi dzień przy premierskim biurku miał się już pojawić jego człowiek – Waldemar Pawlak i nie było możliwości, by dokumenty o współpracy Wałęsy z SB zostały ujawnione.

Jeśli wierzycie jeszcze w czystość naszej polityki to rzeczywiście sięgnijcie po ten film i zobaczcie jak to wszystko wygląda, kto jest przy władzy i co zrobi, by przy tej władzy zostać.